Noc z 3 na 4 września 1999 roku na stałe wpisała się w historię częstochowskiej Północy. Zanim ulica Gajcego stała się miejscem jednej z najbardziej zagadkowych zbrodni w regionie, dzielnica żyła własnym rytmem przełomu wieków – z ortalionowymi dresami, skórzanymi kurtkami i dyskoteką Panorama, która w weekendy przyciągała tłumy młodych ludzi.
Ostatnie godziny przed tragedią
Tamtego piątkowego wieczoru 36-letni Krzysztof S., znany w mieście jako „Kraszan”, rozmawiał ze swoją partnerką. Razem układali paczki z nową odzieżą przesyłaną do punktu w Pasażu przy Alei Najświętszej Maryi Panny – planowali otwarcie nowego sklepu. Mężczyzna zapowiedział, że wróci niedługo, ale musi jeszcze podjechać pod Panoramę, by zamienić kilka słów ze znajomym z ochrony.
Przed północą jego czarne BMW zaparkowało przy Gajcego. Klub tętnił życiem, z wnętrza niosły się głośne basy, a do kasy ustawiła się długa kolejka. „Kraszan” wysiadł z auta i zatrzymał się przed wejściem, rozmawiając ze stojącym obok mężczyzną.
Strzały z krzaków
Nagle z pobliskich zarośli padły dwa pierwsze strzały. Trafiony w łokieć i okolice obojczyka mężczyzna rzucił się do ucieczki do wnętrza dyskoteki. Napastnik ruszył w pościg. Gdy wbiegł do środka, w korytarzu i na sali wybuchła panika. Ludzie w popłochu chowali się pod stołami, kasjerka padła na podłogę, a muzyka zmieszała się ze szlochem i krzykiem przerażonych klubowiczów. Ranny osłabł i upadł na korytarzu. Zamachowiec podszedł do niego i z zimną krwią oddał śmiertelny strzał w głowę.
Napastnik działał z niezwykłą bezwzględnością. W trakcie zajścia wystrzelił z dwóch pistoletów – w tym z rewolweru Browning – aż dwa magazynki, oddając łącznie 11 strzałów w pełnym ludzi lokalu. Najbardziej przerażający był jednak detal, który zapamiętali świadkowie: sprawca miał na sobie długi, ciemny filcowy płaszcz maskujący sylwetkę, a na twarzy gumową maskę klauna z wielkimi oczami i przerysowanym, szerokim uśmiechem.
Świadek w ciemnościach
W tym samym czasie zaniepokojona strzałami partnerka „Kraszana” przybiegła pod klub. Egzekucję zobaczyła z odległości kilkudziesięciu metrów. Mężczyzna w masce klauna zauważył ją i ruszył w jej stronę, lecz po chwili zmienił zdanie, odwrócił się i spokojnym krokiem rozpłynął się w ciemnościach między blokami Północy.
Dwa wątki śledztwa
Policyjne śledztwo analizowało dwa główne tropy: porachunki po finansowych przekrętach i wyłudzeniach bankowych milionów z łódzkiego PBG (słynna sprawa firmy ESA, z którą powiązany był „Kraszan”) oraz brutalną wojnę o wpływy z lokalną konkurencją. Z powodu całkowitego braku śladów oraz głębokiej zmowy milczenia śledztwo w sprawie samego zabójstwa umorzono już w sierpniu 2000 roku. Mimo że w późniejszych latach lider konkurencyjnej grupy został skazany za handel narkotykami i haracze, tożsamość zamachowca w masce klauna oraz bezpośrednich zleceniodawców egzekucji do dziś pozostaje nieznana.
Sprawa z Gajcego to jeden z klasycznych przykładów tzw. zabójstwa nierozwiązanego w polskiej kryminalistyce przełomu lat 90. i 2000. – tego typu sprawy często wracały po latach dzięki zeznaniom świadków koronnych.
Historia ta do dziś pozostaje jednym z najbardziej mrocznych epizodów w dziejach Częstochowy, a maska klauna stała się symbolem zbrodni, której nigdy nie udało się w pełni wyjaśnić.
Źródło: Częstochowa – Dzielnica Północ

